ebu champion grzegorz proksa
Jesteś tutaj: Home » Wywiady » Saleta: Proksa to za­wodnik z wielką charyzmą.
Wywiady
14 LIS 2011

Saleta: Proksa to za­wodnik z wielką charyzmą.

Kto z młodych zawodników ma największe szanse, by zostać mistrzem świata?

Sądzę, że Paweł Kołodziej. Znów wygrał efektownie. Wydaje mi się, że zaczyna wreszcie czuć się pewnie w ringu. Warunki fi­zyczne ma fantastyczne. Bardzo zdolny jest też Mateusz Master­nak. On też boksuje w polskiej kategorii, jaką stała się waga ju­nior ciężka. Jeśli taki promotor jak Sauerland podpisuje z nim kontrakt, świadczy to tylko o jed­nym - widzi w nim kandydata na mistrza świata.

Grzegorza Proksy nie widzi Pan w roli kandydata do tytułu mistrza globu?

Ależ widzę. Tak samo jak Dawida Kosteckiego. „Cygan" może wy­grać niemal z każdym w katego­rii półciężkiej. A Grzesiek Proksa to według mnie w tej chwili naj­lepszy, jeśli chodzi o umiejęt­ności bokserskie, polski zawod­nik młodego pokolenia.

Zaskoczył Pana, gdy zdeklaso­wał byłego mistrza świata, Niemca Sebastiana Sylvestra?

Tak. Jak wszystkich. Ale nie dla­tego, że w niego nie wierzyłem, ale dlatego, że nie oglądałem zbyt wielu jego walk.

Jego styl budzi kontrowersje. Do walki z Sylvestrem zarzu­cano mu, że pajacuje w ringu, że niepotrzebnie opuszcza ręce.

W boksie, tak jak w wielu innych dyscyplinach, na początku ka­riery obowiązuje jeden kanon techniki, zachowania w ringu. Ale później zawodnik wypraco­wuje sobie swój własny styl. Jak widać, Grzesiek tak ma. 

Sceptycy mówią, że jak trafi mu się rywal szybszy i bardziej gibki od sztywnego jak pień Niemca, Proksa zapłaci za opuszczanie rąk.

Tak, wiem. Choćby Jerzy Kulej uważa, że jak ktoś nie trzyma wysoko gardy, to nie umie bok­sować. Ale to nieprawda. Roy Jones jr. całą karierę tak walczył. Dziś przegrywa, bo już nie jest tak szybki, ale kiedyś był nume­rem jeden. Opuszczona przed­nia ręka to może być atut, oczy­wiście, jeśli zawodnik umie tak boksować. Bo gdy naprzeciwko stoi zawodnik z wysoko podnie­sionymi rękoma, to on nie widzi, gdy pada cios zadany z poziomu bioder rywala. A jak wiadomo, nokautujące są uderzenia, któ­rych nie widać. Poza tym, jeśli ktoś, tak jak Grzesiek, woli wal­czyć z opuszczonymi rękoma, to gdy je podniesie, sam widzi mniej. Zresztą Witalijowi Kliczce za styl boksowania też pew­nie żaden trener nie dałby do­brej oceny. W żadnej książce poświęconej treningowi pięś­ciarskiemu takiego stylu byśmy nie znaleźli.

Proksa jest już gotów do walki o mistrzostwo świata?

Patrząc, w jakim stylu rozprawił się z Sylvestrem, to chyba tak. To naprawdę nie było przypadkowe zwycięstwo. Proksa wyszedł do ringu niezwykle pewny sie­bie. Wiedział, czego chce, co ma zrobić i jak boksować, od pierw­szej do ostatniej minuty.

Proksa to kandydat na mega-gwiazdę. Zgadza się Pan z taką opinią?

Tak. Ma wszystko. Boksuje nie­zwykle efektownie, świetnie wy­gląda, ma coś do powiedzenia, wie, czego chce. Słowem, to za­wodnik z wielką charyzmą.

Ale...

To jest boks. To trywialne, ale prawdziwe. Jeden cios zadany lub przyjęty może zdecydować o wszystkim.

Rozmawiał Robert Małolepszy


© 2006-2011 proksa.pl. All rights reserved