„Sześciorundówka” to sześć pytań niekoniecznie o boksie. To nowa seria krótkich wywiadów z osobami związanymi z pięściarstwem zawodowym. Pierwszą z nich, która zapoczątkuje cykl na Lewym Prostym, jest Grzegorz Proksa, zawodowy mistrz Europy wagi średniej.
Grzegorz Proksa (26-0, 19 KO) bardzo liczy, że Sebastian Zbik (30-1, 10 KO) zdecyduje się stanąć do walki o należący do naszego zawodnika pas mistrza Europy w wadze średniej. Pojedynek odbyłby się na gali grupy Sturm Box-Promotion, która wygrała wtorkowy przetarg. Jeśli 29-letni Niemiec (a w szczególności jego promotorzy ze skonfliktowanej z Feliksem Sturmem grupy Universum) podejmie inną decyzję, wówczas "Super G" powalczy z innym rywalem w dobrowolnej obronie tytułu.
Patrząc na Grzegorza i to w jakim stylu rozprawił się z Sylvestrem, to chyba jest już gotów do walki o mistrzostwo świata. To naprawdę nie było przypadkowe zwycięstwo. Proksa wyszedł do ringu niezwykle pewny siebie. Wiedział, czego chce, co ma zrobić i jak boksować, od pierwszej do ostatniej minuty.
Ma firmę, zasiada w radzie nadzorczej banku... i bardzo lubi się bić. A tłucze piekielni mocno. Z prawie trzydziestki bokserów, których dotkliwie poobijał, zejść z ringu o własnych siłach udało się tylko kilku. Już jest mistrzem Europy ale ciągle mu mało!
- Zawsze bolało mnie, gdy dziennikarze i część kibiców nie wierzyli, że ja naprawdę mam taki styl, że właśnie boksując w ten sposób, jestem lepszym pięściarzem. Niewielu chciało zrozumieć, że właśnie taki styl jest bardzo trudny do rozgryzienia, że dla rywali nie ma gorszego przeciwnika niż taki, który opuszcza ręce, nie trzyma gardy i nie wiadomo, w którym momencie i jak uderzy - mówi Grzegorz Proksa, mistrz Europy w boksie zawodowym, w rozmowie z Robertem Małolepszym.
© 2006-2011 proksa.pl. All rights reserved